Kategorie
Ranking
RSS
Programy

Statystyki
Użytkowników:
Zarejestrowanych wczoraj:
Zarejestrowanych dzisiaj:
Torrentów:
Dodanych wczoraj:
Dodanych dzisiaj:
Warezów:
Dodanych wczoraj:
Dodanych dzisiaj:
131,328
55
2
138,022
95
8
10,846
16
0
Ostatnie 30
Popularne
w Listopadzie
==Torrent==
Kategoria: Muzyka » Rock


Dodał: Fallen Angel
Data dodania:
2020-10-26 11:01:59
Rozmiar: 107.53 MB
Seedów: 0
Peerów: 0
Pobrano: 8 razy
Kondycja:






LUNATIC SOUL - LUNATIC SOUL (2008) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



FASZYZM TO NIE PATRIOTYZM...





Pisząc o płytach uznanych artystów, którzy zyskali popularność dzięki wysokim notowaniom macierzystych formacji, nie sposób uciec od kilku prawd, komentarzy i pytań, które zawsze przy tego typu wydawnictwach się pojawiają. Pierwszą rzeczą jest fakt, iż rzadko się zdarza, aby płyta taka stała się jakimś kamieniem milowym w dziejach muzyki popularnej. Oczywiście wyjątki się zdarzają, nie czarujmy się jednak, iż często fani, czy krytycy, traktują całe zamieszanie w kategorii „projektu pobocznego”, swoistego odprysku. Niektórym złośliwcom, kiełbi się jeszcze przy tej okazji w głowie zarzut, jakoby artysta chciał wyciągnąć dodatkowo parę groszy od wielbicieli zespołu, z którym od lat nagrywa. Cokolwiek by nie napisać, prawdą jest, iż taka płyta staje się zazwyczaj dla wykonawcy, możliwością na nagranie tego, na co zbyt wąska formuła grupy mu nie pozwala. Szansą na wypowiedzenie własnego, muzycznego „ja”.

I jak to się ma do naszego bohatera, Mariusza Dudy – wokalisty i basisty warszawskiego Riverside? Wymieniona powyżej ostatnia kwestia pasuje jak ulał. Sam muzyk zresztą tego nie ukrywał w pojawiających się to tu, to tam, wypowiedziach. O skoku na kasę nie wypada nawet w tym wypadku pisać. Riverside, choć popularność zdobyło znaczną, do mainstreamowych kapel z pewnością nie należy – tym bardziej, wydaje mi się, że płyta Lunatic Soul ma z założenia trafić do koneserów, dla których artysta nie jest anonimowy. Chociaż… Album z pewnością pojawia się nieprzypadkowo. Riverside zamknął pewien bardzo ważny etap w swoim rozwoju i łapie oddech, co pozwala Dudzie na zrealizowanie dawno obmyślonego przedsięwzięcia.

Zabierajmy się za muzykę i odnieśmy się przy tej okazji do ostatniego z poruszonych we wstępie wątków. Czy „Lunatic Soul” jest płytą, która przewróci do góry nogami „światek muzyki z ambicjami”? Z pewnością nie, ale pewnie i nie o to chodziło sprawcy tego projektu. Swoistą skromność muzyka zauważymy, gdy tylko spojrzymy na listę zaproszonych do Lunatic Soul artystów. Znane nazwiska z równie uznanych już formacji (Riverside, Quidam, Indukti) mają prawo nieco „osłabić” blask głównej postaci krążka. To że wśród dziesięciu kompozycji, cztery są praktycznie instrumentalami, a bas – koronny instrument Dudy – choć słychać go doskonale i wyraziście, stanowi jednak tło dla wielu intrygujących dźwięków, świadczy o dalekim od egocentryzmu myśleniu muzyka.

Rozprawmy się jeszcze z jednym „obowiązkowym” w takich sytuacjach tematem czyli… Lunatic Soul a Riverside. Tematem, który pewnie najbardziej interesuje fanów a… niekoniecznie samego wykonawcę. Cóż, jest inaczej. Bo takie było założenie. Założenie, które udało się zrealizować. Oczywiście od Riverside nie da się uciec. Charakterystyczny głos Dudy silnie determinuje spore fragmenty, które przez to wprowadzają nas na muzyczne ścieżki wydeptane przez kwartet. Poza tym, w istocie druga część „The Final Truth” mogłaby zagościć na regularnym albumie macierzystej grupy muzyka od zaraz a w „Adrift” możemy znaleźć dalekie echa „Acronym Love”. Tak naprawdę jednak, mamy tu do czynienia z muzyką zdecydowanie bardziej wyciszoną, stonowaną, jeszcze bardziej klimatyczną i nastrojową. Gdyby szukać odniesień do któregoś z krążków Riverside, najbliżej „Lunatic Soul” byłoby chyba do epki „Voices In My Head”. I to raczej tylko ze względu na klimat. Smaczkiem płyty jest fakt, iż nie ma na niej ani krzty elektrycznej gitary (!!!), która wszak rządzi na albumach twórców „REM”.

Trzy kwadranse poruszającej, przemyślanej w każdym szczególe muzyki. Zacznę może od jej najbardziej „nośnych” momentów. Tytułowy „Lunatic Soul” z dźwiękami kalimby i niesamowicie piękną melodią, nieodparcie nawiązuje moim zdaniem do znakomitego „Again” grupy Archive. Jego rozbudowany finał z zadziornym, emocjonalnym wokalem, podkreślonym dodatkowo organami Hammonda, kieruje tę kompozycję w stronę wielkiego dzieła Brytyjczyków. Wspomniany „The Final Truth” ma tak wzniosłą, patetyczną końcówkę, wprowadzoną marszowym rytmem, że praktycznie po niej nic się już na tej płycie nie powinno zdarzyć. Ciekawie skonstruowanym utworem jest „Out On A Limb” ze znajdującą się w drugiej jego części transową linią basu, przerwaną ludzkim płaczem. Powracający i mocno uderzający po tym wyciszeniu basowy motyw nabiera jeszcze większej złowieszczości. Zaskakuje „Near Life Experience”. Z początku wydaje się li tylko popisem lidera, grającego ciekawą figurę basową, z czasem nabiera charakteru wręcz jazzowego, wzmocnionego dźwiękami pianina Szelenbauma. Smaczku kompozycji dodaje pojawiająca się w tle harmonijka rodem z… westernowej muzyki Ennio Morricone. W takich utworach jak „The New Beginning” czy kończącym całość „Waiting For The Down” silnie orientalne partie fletu i plemiennie brzmiące instrumenty perkusyjne (w pierwszym z nich) przywołują z kolei „Passion” Petera Gabriela. W wielu mrocznych momentach czuć ducha Dead Can Dance („When The Darkness Is Deepest”).

Ta niewątpliwie ilustracyjna muzyka, nie może jednak zaistnieć w głowie odbiorcy bez warstwy literackiej. Ba, myślę, że jest ona równie ważna jak sama muzyka, wszak album jest konceptem na temat śmierci. Konceptem ujętym momentami w dosłowny sposób, gdy w „Summerland” Duda śpiewa o czarnej procesji w deszczu i pięknym, lśniącym karawanie, czy w bardziej przenośny, gdy wraz z autorem wędrujemy przez zaświaty ocierając się o rozczarowanie z powodu niedokończonych ziemskich spraw bądź o zwykły ludzki strach („Lunatic Soul”).

To udany debiut. Z całym swoim instrumentalnym i aranżacyjnym bogactwem stawia frontmana Riverside po stronie tych, którym wędrówka własną, muzyczną drogą z pewnością się uda. Chociaż… jak mawiał Heidegger: „w życiu wszystko jest możliwe, tylko nic nie jest pewne, pewna jest tylko… śmierć”.

Mariusz Danielak



„Żeby nie było żadnych wątpliwości – Riverside ma się dobrze” – wyjaśnia na swojej stronie internetowej Mariusz Duda. – „Decyzja o rozpoczęciu solowego projektu nie znaczy wcale, że przejadł mi się styl mojego zespołu. Po ukończeniu trylogii „Reality Dream” poczułem przypływ energii twórczej. Zanim Riverside zaabsorbował mnie znowu, wszedłem do studia i nagrałem album kompletnie inny niż to, do czego przyzwyczaili się fani Riverside”.

Faktycznie, „Lunatic Soul” zawiera muzykę inną od tej, jaką można usłyszeć na trzech dotychczasowych, tak ciepło przyjętych płytach grupy Riverside. Choć charakterystyczna barwa głosu wokalisty oraz pewne rozwiązania instrumentalne w kilku fragmentach tego albumu siłą rzeczy wydają się odrobinę znajome i subtelnie nawiązują do twórczości tej warszawskiej grupy. Ale tylko odrobinę, bo ogólny wydźwięk płyty, jej atmosfera, nastrój poszczególnych kompozycji, to rzeczy istotnie z całkowicie innej muzycznej bajki. Wspólny tytuł płyty i nazwa projektu odnosi się do historii opowiadanych na albumie. „Poruszyłem na tym krążku bardzo życiowy problem, a mianowicie…śmierć. Wyszedł mi z tego koncept o podróży w zaświaty przepełniony refleksjami dotyczącymi przemijania i tego, co chcemy i czy w ogóle chcemy po sobie zostawić.” – tak Mariusz mówi o warstwie literackiej swojego najnowszego dzieła. A jak jest faktycznie? Jest intrygująco. Jest ciekawie. Jest tajemniczo. Chwilami nawet bardzo pompatycznie.

Na płycie panują klimaty, które można nazwać orientalno-alternatywno-ambientowymi, niemające wiele wspólnego z tradycyjnie rozumianym rockiem progresywnym, czy prog metalem. Do nagrania swojego solowego materiału Mariusz zaprosił grono przyjaciół. Maciej Szelenbaum jest współautorem części materiału, który słyszymy na „Lunatic Soul”. Obaj panowie znają się jeszcze sprzed czasów Riverside. Nie dość, że Maciej gra na instrumentach klawiszowych, fortepianie, fletach, harmonijce ustnej oraz tajemniczym instrumencie o nazwie quzheng, to jako kompozytor maczał on palce przy 4 utworach na tej płycie. Na perkusji gra Wawrzyniec Dramowicz – na co dzień pałker w grupie Indukti, w 2 utworach słychać „trzeciego, najlepszego po Jonie Lordzie i Keithie Emersonie muzyka grającego na Hammondzie” (tak właśnie wyraża się o nim sam Mariusz Duda) - Michał Łapaj (na co dzień w Riverside). Swój wkład w muzykę, którą słychać na „Lunatic Soul” ma też gitarzysta Quidamu, Maciej Meller (e-bow). Realizacją nagrań zajął się Robert Srzednicki (kiedyś w zespole Annalist). Z jego pomocą udało się wykreować wyjątkowy i niepowtarzalny nastrój albumu. Nastrój zdecydowanie różniący się od czegokolwiek, co ujrzało światło dzienne na płytach wydawanych do tej pory w naszym kraju. Robertowi w idealny sposób udało się oddać gęsty i mroczny nastrój całości, doskonale komponujący się z treścią poszczególnych utworów. Sam główny bohater tego projektu zagrał na akustycznych gitarach, basie, instrumentach klawiszowych oraz na kalimbie. No i oczywiście nienaganną angielszczyzną (choć nie tylko, ale o tym za chwilę) zaśpiewał – tak, jak to tylko on potrafi – swoje piosenki. Ciekawostką jest fakt, że na płycie „Lunatic Soul” w ogóle nie słychać gitary elektrycznej. Ale jak się okazuje, wcale nie była ona potrzebna Mariuszowi, by stworzyć dzieło niezwykle intrygujące i trzymające słuchacza w napięciu od pierwszej do 47. minuty (bo właśnie tyle trwa ten album).

Płyta „Lunatic Soul” składa się z 10 muzycznych tematów. Króciutki „Prebirth” pełni rolę instrumentalnego intro, wstępu do całości, a zarazem domknięcia swoistej pętli muzycznej, gdyż zawiera te same dźwięki, którymi kończy się album. Łagodnie przechodzi on w drugie na płycie nagranie pt. „The New Beginning”, pełne orientalnych melodii, w rewelacyjny sposób sprzęgniętych z wokalizami i plemiennymi bębnami. To oniryczny i bardzo mroczny w swoim wydźwięku utwór. Żywe dźwięki akustycznej gitary i efektowna orkiestracja zwiastują początek kompozycji „Out On A Limb”. Dominuje w niej niesamowita aura mrocznej tajemniczości. W połowie utworu znowu zaczynają dominować orientalne rytmy przepojone elektroniką i utrzymane trochę w stylu znanym z ostatniej EP-ki Riverside „Schizophrenic Prayer”. Gdyby ktoś puścił mi to nagranie z zaskoczenia, nie dałbym głowy, że to faktycznie nie Riverside. Pod koniec tego utworu rozlega się przejmujący, chwytający za serce kobiecy szloch. To nieomal szarlatański zabieg, który powala z nóg i działa bardzo sugestywnie, radykalnie podnosząc poziom dramatyzmu tego utworu. W „Summerland” w roli głównej występuje fortepian i instrumenty klawiszowe oraz znowu mocno przesycone wszelką elektroniką przeszkadzajki (np. głos Mariusza przepuszczony przez vocoder). To jedno z najbardziej akustycznych, choć gęstych od różnorodnych dźwięków, nagrań w tym zestawie, ale ani na chwilę niewyzbywające się gęstej atmosfery, która przez cały czas króluje na płycie. Umieszczona centralnie w samym środku albumu kompozycja tytułowa to dojrzałe i chyba najbardziej złożone ze wszystkich nagranie. Rozpoczyna się ono od dźwięków pozytywki, na które nakłada się gitara akustyczna i przez jakiś czas całość rozwija się w sposób tyleż spokojny, co wręcz dostojny. Po chwili pełną siłą uderzają pozostałe instrumenty i utwór przeistacza się w mocną i niesamowicie mroczną balladę. Dodajmy: balladę bardzo patetyczną w swojej wymowie, szczególnie w swoim finałowym fragmencie. Utwór „Lunatic Soul” przechodzi płynnie w instrumentalne nagranie „Where The Darkness Is Deepest”. Słyszymy w nim soczyste dźwięki dudniącego basu i kolejny już zestaw przeróżnych dziwacznych odgłosów. Daje to efekt autentycznego niepokoju, niepewności i tajemniczości. „Near Life Experience” to kolejny instrumental, choć okraszony wokalizami śpiewanymi przez Mariusza w... wymyślonym przez niego języku. To mocno depresyjny, rozimprowizowany utwór, świetnie opracowany instrumentalnie (zwracam uwagę na partie harmonijki ustnej) z ciekawymi melodiami granymi na fortepianie i perkusji. Zaraz po nim rozpoczyna się utwór „Adrift”. To prześliczna akustyczna ballada, posiadająca w sobie chyba najwięcej cech zwykłej piosenki spośród wszystkich utworów zamieszczonych na tym albumie. I wydaje mi się, że swoim nastrojem nawiązuje ona po trosze do ballad „Conceiving You” i „I Turned You Down” z płyty „Second Life Syndrome”. Na osobną wzmiankę zasługuje kolejne nagranie. Dziewiąty utwór na płycie, „The Final Truth”, urasta do rangi magnum opus tego albumu. W tym siedmiominutowym nagraniu najpierw zaskakuje motoryczny, nieomal transowy podkład, na tle którego bryluje prześliczna linia melodyczna wokalu śpiewana przez Mariusza bardzo smutnym głosem. Ten fragment poraża swoją monotonią i nostalgią, ale to zaledwie wstęp, przygotowanie pod coś specjalnego. W piątej minucie utworu zaczynają się dziać rzeczy niesamowite. Odgłosy werbli i potężnie brzmiących klawiszy tworzą bardzo podniosły, porywający wręcz nastrój. Rozpoczynają się teraz trzy najwspanialsze minuty na tej płycie. Swoją mocą poraża fenomenalna orkiestracja użyta w finale tej kompozycji. Przecudowny to utwór. Mroczny do bólu. Rażący swoją mocą niczym finał „Signal To Noise” z repertuaru Petera Gabriela. Ten fragment przytłacza potęgą swojego brzmienia. Aż ciarki przechodzą po plecach. To fantastyczne zakończenie albumu. Wielki finał jak dobrym filmie. Choć po prawdzie, Mariusz zamieścił po „The Final Truth” jeszcze jedno nagranie: „Waiting For The Dawn” pełni rolę swoistego wyciszenia i uspokojenia po potężnej dawce przeżyć związanych z ogromnym ładunkiem emocjonalnym, które niósł ze sobą punkt kulminacyjny płyty w postaci nagrania „The Final Truth”. To taka liryczna coda. Uspakajające zamknięcie całej historii i pożegnanie, w którym na syntezatorowe akordy nałożone są krótkie, kilkutaktowe zaledwie partie gitary akustycznej, fletu i kalimby. W ostatnich sekundach wyłania się z nich pędzący z prędkością ekspresu motyw grany na perkusji. Muzyka urywa się. Album się kończy. Pozostaje tętniący ból, smutek, niepokój… Ale ostatnie dźwięki na płycie zazębiają się z pierwszymi taktami otwierającego płytę instrumentalnego tematu „Prebirth”. Historia zatacza koło? Czy może rozpoczyna się od nowa?

Ten album jest przebogaty w emocje. Daje do myślenia. Wyzwala uczucia. Nie sposób obojętnie przejść wobec zawartej na nim muzyki. Nie ma na to najmniejszych szans. Zresztą nie warto nawet próbować bronić się przed targającymi emocjami, które budzą się pod wpływem obcowania z tą płytą. „Lunatic Soul” to bardzo ważne wydawnictwo. Zarówno dla odbiorców, którzy potrafią odkryć w sobie „lunatyczną duszę”, jak i dla samego autora. Mariusz może być z niego bardzo zadowolony. Wszystko wyszło bardzo spójnie, filmowo, „płynąco”... „Kończy się jeden etap mojego życia i zaczyna kolejny” – dumnie mówi Duda o swoim solowym dziele.

Wszystko, co słyszymy na płycie „Lunatic Soul” to dowód na ogromną dojrzałość artystyczną autora. Trzeba przyznać, że ta swoista eskapada lidera Riverside na obszary tak odległe od znanych z nagranych dotychczas przez niego płyt, to podróż pełna niespodzianek, wysmakowanych brzmień, niespokojnych klimatów, mrocznych zawiłości i gęsta od różnorodnych, jakże miłych uszom odbiorcy, smaczków. A przy tym wszystkim jest ona niepozbawiona niesamowitej siły sugestywnego oddziaływania oraz prawdziwego, jedynego w swoim rodzaju, uroku. Wciska w fotel. Przytłacza. I zachwyca. Mocna rzecz.

Artur Chachlowski





1. Prebirth [1:10]
2. The New Beginning [4:50]
3. Out On A Limb 5:27]
4. Summerland [5:00]
5. Lunatic Soul [6:47]
6. Where The Darkness Is Deepest [3:57]
7. Near Life Experience [5:27]
8. Adrift [3:05]
9. The Final Truth [7:34]
10. Waiting For The Dawn [3:36]





Mariusz Duda - vocals, acoustic guitar, bass, percussion, keyboards Maciej Szelenbaum - keyboards, piano, flutes
Wawrzyniec Dramowicz - drums, percussion
Michal Lapaj - hammond organ
Maciej Meller - e-bow




https://www.youtube.com/watch?v=IIVRPEnOi9I



POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!




INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START JAK BĘDĄ CHĘTNI... 100% Antifascist

Trailer
Lista plików Show/Hide [Pokaż/Ukryj]
Trackery
Tracker URLSeedówPeerówPobrań
http://tracker1.itzmx.com:8080/announce000
udp://opentrackr.org:1337/announce000
udp://thetracker.org:80/announce000
udp://explodie.org:6969/announce000
udp://open.demonii.si:1337/announce000
udp://exodus.desync.com:6969/announce000
udp://tracker.tiny-vps.com:6969/announce000
udp://tracker.filemail.com:6969/announce000
udp://tracker.torrent.eu.org:451/announce000
udp://tracker.opentrackr.org:1337/announce000
udp://denis.stalker.upeer.me:6969/announce000
udp://retracker.lanta-net.ru:2710/announce000
udp://tracker.open-internet.nl:6969/announce000
udp://tracker.internetwarriors.net:1337/announce000
udp://tracker.leechers-paradise.org:6969/announce000
Podobne Pliki

Komentarze

Brak komentarzy!

Dodawanie komentarza
Komentujesz torrenta:
LUNATIC SOUL - LUNATIC SOUL (2008) [MP3@320] [FALLEN ANGEL]

NAJCZĘŚCIEJ POBIERANE