Kategorie
Ranking
RSS
Programy

Statystyki
Użytkowników:
Zarejestrowanych wczoraj:
Zarejestrowanych dzisiaj:
Torrentów:
Dodanych wczoraj:
Dodanych dzisiaj:
Warezów:
Dodanych wczoraj:
Dodanych dzisiaj:
131,811
36
26
138,964
98
66
11,011
20
0
Ostatnie 30
Popularne
w Grudniu
==Torrent==
Kategoria: Muzyka » Heavy Metal


Dodał: Fallen Angel
Data dodania:
2018-12-25 08:13:50
Rozmiar: 556.16 MB
Seedów: 1
Peerów: 0
Pobrano: 14 razy
Kondycja:






DREAM THEATER - AWAKE (1994/2011) [WMA] [FALLEN ANGEL]

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...




Są na świecie płyty, o których nie śniło się młodym klerykom...





W dwa lata od ukazania się tornada pod postacią Images & Words, Teatr Marzeń o dziwo nie zmienił wokalisty (a szkoda) i zaprezentował nam ponad 70-minutowy potężny huragan. Kiedy krążek się ukazał i u nas - od początku trudno było się przekonać do zespołu, który do niedawna miał na koncie 2 płyty, z czego pierwszą ciężko strawną wokalnie, oraz famę podrobionej Metallici w stylu Queensryche. Tak też długo broniłem się aż w końcu pewnego wieczoru kolega, pałkarz notabene zafascynowany tym automatem perkusyjnym marki Portnoy, nie pomęczył mnie tą płytką (Krzysiu - dzięki! Warto było). I tak na długie lata stała się to obowiązkowa pozycja we wszelkich dłuższych kolejowych wojażach. Przejdźmy jednak do tegóż huraganu.
Zjawiska atmosferyczne rządzą się swoimi prawami i tak naprawdę do końca nie zostały w pełni odkryte. Stąd może przyszło mi na myśl ów porównanie.
Niestety nie należę do wielkich fanów zespołu z San Francico, kilka kawałków przeszło koło ucha, kilka zostało, reszty mogliby nie nagrywać oszczędziliby cierpień słuchaczom. Jednak w wydaniu made in Jersey klimacik wydaje się być ciekawszy w odbiorze.

Ależ nie posądzam DT o jakiś plagiat - wręcz przeciwnie. Próba połączenia instrumentalnego pełnego wszelakich kombinacji rocka tudzież ochoczo nazywanego "progresywnym" z mocnym metalowym riffem i jękiem skrzywdzonej małpy miewa wiele oblicz. W tym wydaniu dopóki LaBrie nie wydziera się - jest ok., jednak jak tylko wyjdzie na wyższe partie - ufff na szczęście mam tryb wyciszania głosu w odtwarzaczu. W jednej recenzji spotkałem określenie "jęk skrzywdzonej małpy" - bez urazy dla dokonań LaBrie na niższych partiach wokalnych, ale ten pan by Idola nie przeszedł. Pomimo oczywiście że jury tego konkursu jest nieporównywalnie gorsze od naszego James'a. Poza tym to świetny wokalista, są momenty kiedy faktycznie trudno jest nie docenić jego możliwości wokalnych ... ale to są tylko momenty, w których się nie wydziera.
No i z tym uczuleniem na wyższe partie LaBrie udało mi się pewnego dnia odsłuchać cały album. Nie od początku ... pierwszy poszedł Space-Dye Vest, potem przecudne trio "Erotomania/Voices/Silent Man" aż w końcu cały album. Cóż. Jak to przystało na huragan, miażdżąca siła albumu zmieniła nastawienie do zespołu określanego do niedawna mianem "kombinacji między Rush, Styx a Queensryche" i tego wybijającego się pioniera z dziedziny prog-metalu. Sam krążek- niewiele tu mogę opisać. Jest jedną z tych pozycji, które się czuje a nie przy których dokonuje się jakichś odkryć intelektualnych. Popowo brzmiący 6:00, wspaniały Innocence Faded, rewelacyjne wspomniane trio utworów, rozpoczynające się trzęsieniem ziemi, a później jest już tylko ostrzej, zakończone spokojną balladą The Silent Man, łącznie kawałek o potężnym rozmachu rytmów i melodii, z bogatym i zróżnicowanym instrumentarium, na uspokojenie po dwóch poprzednich partiach. The Silent Man bardzo ładnie wpił się w całość brzmieniową, intonacja na instrumenty akustyczne i w tym klimacie utrzymany, co jest mocnym kontrastem po Voices, w którym faktycznie ciężko czasami słuchać wydzieru LaBrie. I takie DT uwielbiam właśnie. The Mirror - no tu kolejne trzęsienie zmiemi, mocny metaliczny riff i coś na wzór dobrej szkoły na perkusję w wydaniu DT. Emocjonujące wejście w połączeniu z elektronicznym brzmieniem organów i delikatnym szaleństwem (określenie wycieczki paluszkami po parapecie idealnie tu pasuje) instrumentalnym .... Partia całkowicie obowiązkowa do wysłuchania dla każdego DT Maniaka. Przez cały utwór przewija się charakterystyczny motyw, klawiszowy na stale zapisany w pamięci fanów, przechodzący ostrym riffem w Lie ...
Również przejście do utworu Liffting Shadows off a dream wydaje się być płynne, sam utwór również zaintonowany w klimacie poprzedników, z wieloma smaczkami gitarowo-klawiszowymi.
Jednak aby nie odkrywać wszystkich smaczków na tym albumie troszkę napiszę o ostatniej kompozycji - Space-Dye Vest. Mój osobisty faworyt. Lubię kontrasty muzyczne, lubię kiedy czuć nie tylko ideę ale i duszę muzyki. To jest w tym utworze. Ponury, mroczny, spokojny, zdominowany pianinem i samplami z niskim riffem metalowym. Dzisiaj dzieciaki w dreadach grają coś podobnego i nazywa się to Nu-Metal. Jednakże wolę to w stylu DT. Przepięknie wkomponowany w utwór wokal Labrie, marszowa perkusja i 7 i pół minuty czegoś, co pokazuje nam DT w całkowicie odmienionym świetle. Rzadko zdarza się aby po tak ostrej mechanice zagrali na uspokojenie melodramat na koniec albumu. W tym wydaniu jakkolwiek byście mówili o tym krążku - polecam go rozpocząć od ostatniego utworu.

Tylko ....
Mam wiele zastrzeżeń. Sample - tutaj akurat mnie drażnią. Co to - Metallica czy co?
Wokal ... najlepiej jak byłby bez dorzynania małpy.
Poza tym bardzo dużo technicznie rewelacyjnego grania, również w odczuciach pozytywnie, i jak wszystko co amerykańskie bardziej oddziałuje na emocje niż umysł. No taki tam jest trend.

Awake jest apogeum twórczości w karierze artystycznej DT. Pewnym schematem jest nagrywanie dobrej 3 płyty, po której nastąpi trzymanie się stylu na niej wypracowanej. Niekwestionowany najlepszy album z działalności zespołu, biorąc pod uwagę sprawność techniczną muzyków i nie patrząc na jęki LaBrie genialność nie do podważenia. Album zasłużył i powinien dostać 10 punktów w naszej skali, jednak tych kilka "ale" nie pozwala postawić więcej jak 8 Jakkolwiek poznanie całej sceny progmetalu powinno rozpocząć się właśnie od tego krążka.. Powyższa ocenia nie jest sugerowana nazwą zespołu ale zawartością techniczną i merytoryczną krążka. Gdyby miała zależeć od nazwy, album otrzymałby notę 4.

Naczelny





Tę płytę Dream Theater poznałem jako pierwszą i do dziś mam dylemat, czy to właśnie od niej należy zaczynać muzyczną przygodę z dorobkiem grupy. Z jednej strony jest to płyta bardzo dobra, ale nie idealna, co nie grozi w przyszłości rozczarowaniami (bo są co najmniej 2 lepsze), zaś z drugiej strony wielu fanów uznaje ją za najostrzejszą w całej dyskografii DT, czyli nie jest ona reprezentatywna dla całości. Doprawdy nie wiem... Ale, tak jak napisałem, jest znakomita. To jedno, co pewne.

Przed "Awake" zespół wydał "Images And Words" - płytę absolutnie "dziesiątkową", taką, po której nic już nie jest takie samo. A po "Awake" jeszcze się to i owo zmieniło. Grupa pokazała, że umie grać ostro i ciężko, a przy tym nie zapomina o artrockowych inklinacjach. Szczególnie pamiętał o nich Kevin Moore i może dlatego do dziś jest w DT nie do zastąpienia - nie tylko jako muzyk, ale też jako kompozytor.

Bo to on właśnie napisał w całości "Space-Dye Vest" - utwór, przy którym dzieją się rzeczy niekontrolowane. Liryczny do bólu (ten bajeczny fortepian na 12/4), ale nie przesłodzony ani trochę; podniosły, miejscami patetyczny, ale nie jest to tani patos ani w ogóle nic z tych rzeczy. "Space-Dye Vest" nie miało i nie ma ani poprzednika, ani następcy, tak w dorobku DT, jak i wszystkich innych grup świata. To, że Moore potrafi pisać pięknie, wiadomo było już przy "Wait For Sleep" z "Images And Words". Ale tamten utwór to przy tym zaledwie uwertura - też niesamowity, ale reprezentujący inną formę muzyczną, coś jak obrazek z wystawy.

Jednak na "Space-Dye Vest" nie kończą się pozytywy. Ba, to dopiero początek! Mocne granie - proszę bardzo, połączone w całość "The Mirror" i znane z singla "Lie" przygniotą praktycznie każdego, nie wyłączając fanów ekstremalnych odmian. Liryzm? Oprócz wspomnianego "Space-Dye Vest" także "Lifting Shadows Off A Dream" - ależ genialnie wymyślił John Myung ten flażoletowy temat! Inna forma, trochę relaksu? Pewnie, jest singlowy "The Silent Man" praktycznie tylko na gitarę i głosy, urokliwe dziełko na jakieś trzy minuty.

Ale jest na tej płycie przede wszystkim muzyczna wizytówka grupy, czyli porywające kombinowanie z głową. Nie trzeba oczywiście zaraz grać podziałów na nie wiadomo ile; wystarczy umiejętnie żonglować nastrojami, klimatami, melodiami i riffami, żeby słuchaczowi wrosły nogi w ziemię. A wrastają przede wszystkim przy "6:00" i "Caught In A Web", w których skumulowana energia jest bardzo umiejętnie dozowana, choć komuś może w nich brakować fajnych momentów na gitarze przy okazji solówek - Petrucci zagrał w nich raczej wcześniej poukładane melodyjki niż sola; inna sprawa, że wszystko nadrobił w "Voices" oraz w "Lie". Jest "Innocence Faded" - taki nieco rock środka z wyostrzoną, porywającą kodą. No i "Erotomania" - instrumentalna rzecz bez precedensu; nie będę o niej nic pisał, bo aż nie wypada... I tylko "Voices" nie przekonało mnie w całości - deko pretensjonalny to numer; ktoś może się krzywić także na jego długość z wszechobecnymi przestojami. Na pewno jest ładny, ale trochę może za jednostajny?

Kto polubił wcześniej "Images And Words", może narzekać przy okazji "Awake", że za mało tu trochę Kevina Moore'a z jego niepodrabialną barwą syntezatora. Sam Moore też był tego zdania i opuścił kapelę zaraz po ukończeniu nagrań. "Awake" bowiem to okres fascynacji Petrucciego ciężkim brzmieniem gitary - jego Ibanez (a obecnie Music Man) nie na darmo ma 7 strun. Więc może dla kogoś "Awake" jest zbyt metalowe, a za mało liryczne. Cóż, rzecz do dyskusji, niemniej ja trzymałem i trzymam kciuk wysoko w górze, gdy słyszę hasło "Awake", choć nie zamierzam być bezkrytyczny - częściowo podzielam uwagi w temacie roli klawiszy, a i przyczepić się wypada do słabego, niestety, brzmienia perkusji. Mike Portnoy albo lubi takie perkusyjne nie wiadomo co, albo nie ma szczęścia; faktem jest jednak, że jego Mapex (Mike na bębnach Tama grał wcześniej i później) nie udźwignął tego i owego. Może zresztą realizator dźwięku też czegoś nie udźwignął...

Ogólnie brawa za tę płytę - jazda art-soft-heavy-jazzowa (tak, tak, właśnie jazzowa czy raczej jazzrockowa - vide główny, roztrzaskujący na drobne temat "Erotomanii") to coś, co tak zwane tygrysy lubią najbardziej... Potem nie zawsze było tak różowo, ale też i bywało nawet jeszcze ciekawiej. Zatem może jednak warto spróbować "Awake" jako pierwszego kawałka tortu...

Miłosz T. Myśliwiec





Dwa lata przyszło czekać na następcę genialnego "Images And Words". Poprzeczka była ustawiona niesłychanie wysoko i oczekiwania wobec tej obiecującej kapeli były ogromne. Wydawać by się mogło, że "Images..." jest nie do przeskoczenia. I oto światło dzienne ujrzał "Awake" nagrany w tym samym składzie co "Images...". Wydaje mi się, że żadnego zaskoczenia nie było - zespół po prostu sprostał postawionemu mu zadaniu i nagrał album, jakiego możnaby było się spodziewać... ale jaki to album!!!
Niby standardowo - brzmienie stało się cięższe, klimat unoszący się nad albumem bardzo zimny, utwory utrzymane w podobnej konwencji jak na poprzednim albumie - czyli to czego możnaby oczekiwać. Ale jest coś co powoduje, że ja uważam ten album za Magnum Opus zespołu! Po pierwsze - album jest niesłychanie równy. Nie znam drugiego tak równego albumu. Nie potrafię wyróżnić którejś z jedenastu kompozycji, ani powiedzieć która jest najsłabsza. Wszystkie trzymają mistrzowski poziom. Każda z kompozycji jest przemyślana, mroczna, mało jest na tym albumie gonitw instrumentalnych, a mimo to utwory są połamane - głównie przez nieparzyste podziały rytmiczne, których na albumie pełno. Do tego dochodzi krystaliczne brzmienie gitary, przepiękne solówki - chyba najlepsze w karierze Petrucciego - nie ma ich multum, ale jak są to każda z nich jest perełką! Perkusja brzmi dosyć sucho, ale przez to geniusz Portnoya jest uwypuklony. Bas rzadko wysuwa się na pierwszy plan, robiąc przepiękne tło do - moim zdaniem bohatera płyty - genialnego zmysłu Kevina Moora. To co robi ten człowiek z keyboardem, sposób w jaki buduje nastrój jest jedyny w swoim rodzaju. Cieszę się, że bezsensowne solówki klawiszowe praktycznie na tym albumie nie występują. W zamian za to mamy zimne akordy, które kreują ten niesamowity nastrój. No i wokal - kiedy trzeba delikatny, czasem ostrzejszy, lecz tych wysokich rejestrów LaBrie jest bardzo mało.

Osobiście darzę ten album wielkim sentymentem - to właśnie '"Awake" otworzył mi oczy na muzykę i do dziś wielbię ten album. Uważam go za kompletny, niemal idealny, a sam poziom kompozycji niemal nieosiągalny dla innych kapel... a nawet dla samych siebie.

Harlequin






1. 6: 00 [5:31]
2. Caught in a Web [5:28]
3. Innocence Faded [5:43]
4. Erotomania [6:45]
5. Voices [9:53]
6. The Silent Man [3:48]
7. The Mirror [6:45]
8. Lie [6:34]
9. Lifting Shadows Off a Dream [6:05]
10. Scarred [11:00]
11. Space-Dye Vest [7:29]






James LaBrie - v
John Myung - b
John Petrucci - g,v
Mike Portnoy - dr,perc,v
Kevin Moore - k




https://www.youtube.com/watch?v=76HydzQoLPU



POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!




INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START GODZINA 11-ta...

Trailer
Lista plików Show/Hide [Pokaż/Ukryj]
Trackery
Tracker URLSeedówPeerówPobrań
udp://9.rarbg.to:2730/announce100
udp://9.rarbg.com:2710/announce000
udp://9.rarbg.me:2780/announce000
udp://91.218.230.81:6969/announce000
http://tracker.bittorrent.am/announce000
http://bt.henbt.com:2710/announce000
http://bt.pusacg.org:8080/announce000
http://bt2.careland.com.cn:6969/announce000
http://explodie.org:6969/announce000
http://mgtracker.org:2710/announce000
http://mgtracker.org:6969/announce000
http://open.acgtracker.com:1096/announce000
Podobne Pliki

Komentarze

Brak komentarzy!

Dodawanie komentarza
Komentujesz torrenta:
DREAM THEATER - AWAKE (1994/2011) [WMA] [FALLEN ANGEL]

NAJCZĘŚCIEJ POBIERANE