Kategorie
Ranking
RSS
Programy

Statystyki
Użytkowników:
Zarejestrowanych wczoraj:
Zarejestrowanych dzisiaj:
Torrentów:
Dodanych wczoraj:
Dodanych dzisiaj:
Warezów:
Dodanych wczoraj:
Dodanych dzisiaj:
131,810
36
25
138,960
98
62
11,011
20
0
Ostatnie 30
Popularne
w Grudniu
==Torrent==
Kategoria: Muzyka » Heavy Metal


Dodał: Fallen Angel
Data dodania:
2020-10-14 16:57:02
Rozmiar: 412.60 MB
Seedów: 0
Peerów: 0
Pobrano: 5 razy
Kondycja:






DREAM THEATER - A CHANGE OF SEASONS (1995) [WMA] [FALLEN ANGEL]

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...



NACJONALIZM UCZY BYCIA DUMNYM Z RZECZY, KTÓRYCH SIĘ NIE ZROBIŁO I
NIENAWIŚCI DO LUDZI, KTÓRYCH SIĘ NIE SPOTKAŁO.





A "Change Of Seasons" to bardzo nietypowe wydawnictwo, składające się z dwóch części: dwudziestotrzyminutowego, epickiego "A Change Of Seasons" oraz kilku utworów zarejestrowanych podczas występu Dream Theater na żywo w Ronnie Scott's Jazz Club w Londynie. Takie rozwiązanie, choć może zaskakujące, okazuje się jak najbardziej na miejscu, ponieważ "ACOS" jest po prostu osobną historią, która nie nadawałaby się tematycznie i klimatycznie jako jeden z kilku utworów na "normalną" płytę. Z drugiej zaś strony dwadzieścia trzy minuty to oczywiście za mało na samodzielną płytę. Wybrane rozwiązanie jest więc właściwie jedynym sensownym. W związku z tym, że obie części nie mają ze sobą nic wspólnego, opiszę i spróbuję ocenić każdą z nich osobno.

"Change Of Seasons"

Oryginalna wersja studyjna "ACOS" została zarejestrowana podczas sesji nagraniowej "Images And Words" i trwała niecałe 17 minut. Kolejna wersja, z rozbudowaną częścią instrumentalną, została zarejestrowana w roku 1993 podczas koncertu na żywo w Limelight, NY. Wersja końcowa, która ukazała się na płycie, trwa ponad dwadzieścia trzy minuty, składa się z siedmiu części i ma trochę zmodyfikowany tekst - szczególnie w części "Another World" i, co bardzo istotne dla sensu całej historii, na samym końcu. Już okładka mówi wiele na temat tego, o czym będzie to nagranie. Przedstawia ona z jednej strony bawiącego się w śniegu malca, na tle błękitnego nieba, a z drugiej zmęczonego życiem staruszka, siedzącego na plaży, za którego plecami szkarłatne słońce oświetla pomarańczowym światłem nieboskłon.

Autorem tekstu jest Mike Portnoy, który napisał piękną historię o życiu, smutku i chwilach szczęścia, o wzlotach i upadkach, o korzystaniu z każdej chwili oraz nie poddawaniu się przeciwnościom i o tym, że niektóre rzeczy są nieodwracalne. Jak sam mówił, jest to tekst po części autobiograficzny, a po części fikcyjny...

Pierwsza instrumentalna część ("The Crimson Sunrise") rozpoczyna się spokojnymi, uśpionymi dźwiękami akustycznej gitary, a potem staje się bardzo mrocznym i ciężkim utworem, pod którego koniec daje o sobie znać Mike na bębnach. Drugi fragment ("Innocence") w swojej pierwszej - przepełnionej ufnością i optymizmem - części jest bardzo spokojny, ale potem następuje rozbudzenie i nastrój zmienia się całkowicie - wiara w niewinność świata zostaje zastąpiona innym uczuciem - strachem przed ignorancją, strachem przed fałszem. To zmusza do walki - co oczywiście dają muzycznie odczuć członkowie zespołu. Trzeci fragment to "Carpe Diem" - zaczyna je akustyczna gitara Johna, której towarzyszy bardzo nastrojowy głos Jamesa, potem wchodzi świetny bas Myunga i dołącza reszta ekipy, a James zaczyna rozpaczliwie wyrzucać z siebie kolejne wersy. W sumie daje to genialny efekt.

Kolejny fragment, znów instrumentalny, to "The Darkest Of Winters" wypełniony ciągłymi zmianami rytmu i melodii; co chwilę inny instrument jest na pierwszym planie, tak że każdy może się wyszaleć. A na końcu jest jeszcze piękna solówka Petrucciego, któremu "przeszkadza" perkusja Portnoy'a... i oto "Another World" - najbardziej przejmująca części "ACOS" - wspaniały tekst, wspaniale wyśpiewany przez Jamesa, ze wspaniałą gitarą Johna... no cóż, wspaniałe. :) A już szczególnie burzy krew w żyłach fragment, gdy James ze złością wyrzuca z siebie "I'm sick of all your hipocrite holding me at bay...". A potem mamy instrumentalne "Nieuchronne Lato", które najpierw jest najspokojniejszym utworem na płycie, by w połowie stać się najmroczniejszym - z wyrazistym basem, perkusją i ostrymi riffami gitary. Nadchodzi koniec - "The Crimson Sunset" - znakomity, jak cała reszta, kończący optymistycznie (w przeciwieństwie do wcześniejszych wersji) całą opowieść: "nawet gdy myślisz, że odszedłem, będę żył wiecznie". O jakie życie chodzi - to już każdy może sobie sam dopowiedzieć, w zależności od wyznawanego światopoglądu. Fantastyczny tekst w pięknej oprawie - w sumie niesamowite nagranie i jak dla mnie rewelacja...

Ocena: 10 (Tomasz 'YtseMan' Wącławski)




Ta epka ukazała się rok pomiędzy wiekopomnym albumem "Awake" a dwa lata przed "Falling Into Infinity", tuż po zmianie klawiszowca. Był to debiut dla Derka Sheriniana, który zastąpił nieocenionego Kevina Moore'a na instrumentach klawiszowych. Albumik można podzielić na dwie części - genialną, uważaną za najbardziej wyewoluowaną w dotychczasowej twórczości zespołu suity "A Change of Seasons" (23 minuty !) oraz rejestracji znanych utworów w interpretacji zespołu i zaproszonych gości podczas występu w Ronnie Scott's Jazz Club w Londynie 31 stycznia 1995 roku. Ale o tym troszkę później.

Jak się ma A Change Of Seasons? Jeszcze na dobre nie ucichły brzmienia genialnego i wzorcowego dla naśladowców krążka "Images & Words" oraz mrocznego "Awake" - a zespół postanowił skonsolidować wszystko do jednego utworu, prezentując światu swojego nowego parapeciarza. Zasadnicze zmiany z poprzednim pełnoczasowym albumem to profesjonalizm, który przewyższył nawet poprzedzającą "Awake" dając przedsmak następnych produkcji kwintetu. Nie ukrywam że ten jeden utwór podbił sobie szczególnie moją sympatię. Wszystko co bym chciał dobrego napisać o Dream Theater zawarto w jednej, specyficznej kompozycji, której pierwsze zarysy ujrzały świat już w 1992 roku, a której następcy niestety nie udało się im nagrać na żadnej z późniejszych płyt. Można traktować to jako bardziej udany wstęp do nagranej wiele lat później "Scenes From The Memory" Wszystko ma charakter wyważonej, intonowanej z lekka dynamizującej i porywającej kompozycji. Intro (The Crimson Sunrice) do kompozycji pomimo podobieństwa do Metallici stało się tak charakterystyczne, że nikt dzisiaj chyba nie ma problemu z interpretacją wykonawcy. Dalsza część to już po prostu niezwykle rozbudowana instrumentalnie i aranżacyjnie "poezja" pod postacią genialnie wykonanej muzyki. Nawet LaBrie za bardzo nie męczy słuchacza (oj cięty jestem na niego, wolę jak nie śpiewa). Solówki gitarowe oraz sposób wykonania niektórych partii instrumentalnych weszła już do encyklopedycznego kanonu progmetalu oraz wzorców dla młodych zespołów. Cóż. To były czasy kiedy zespół jeszcze grał a nie popisywał się.
W kwestii lirycznej Mike Portnoy popełnił bardzo udaną opowieść, w pełni zilustrowaną postacią bohatera na okładce....

"I remember a time
My frail virgin mind
watched the crimson sunrise
Imagined what it might find
Life was filled with wonder
I felt the warm wind blow
I must explore the boundaries
Transcend the depth of winter's snow
Innocence caressing me
I never felt so young before(…)"


Również osobiste pewne odczucia wiążą mnie z tym kawałkiem. Kiedyś miałem manię zwiedzania miasta w nocy z muzyką w uszach, to też słuchawki, przenośny odtwarzacz, ramonezka( nocą po Szczecinie lepiej nie chodzić za dobrze ubranym a już tymbardziej w dresach ;) ). Ta muzyka towarzyszyła w każdym zakątku tego miasta, równie ciekawego, tajemniczego co ta muzyka.
Zakończenie kompozycji, będące powieleniem motywu otwierającego, zawsze powodowało pewien niedosyt z jednej strony i upojenie tym utworem z drugiej. Pierwszy kontakt z taką interpretacją, że dalszej części mógłbym nie opisywać. Zresztą nigdy nie przywiązywałem uwagi do następnych w kolejności utworów ... Chociaż ich interpretacja może niektórych starych fanów rocka zaskoczyć.

Podczas ów koncertu oprócz zespołu wystąpili znani i szanowani muzycy (i załapali się na rejestrację na Epce) jak choćby Steve Howe (Yes), Bruce Dickinson (Iron Maiden), Barney Greenway (Napalm Death) ... oraz niestety nie ujęci na krążku Steve Hogarth i Steve Rothery(Marillion) ale o ile wiem są na bootlegu z tego koncertu.

Co do samych kompozycji: Zabawnie ale ciekawie brzmiące "Funeral For A Friend " i "Love Lies Bleeding" z Elton John Medley - tchnące życiem w dzieło oryginalnie wykonywane przez Eltona Johna, i w sumie okraszony głosem LaBrie "The Perfect Stranger" który brzmi jak profanacja z jednej, ale i dobry egzamin z interpretacji z drugiej strony. Podobnie z dziełami panów z Led Zeppelin w ...."Led Zeppelin Medley", miło się słucha, niestety bez rewelacji. Kończy wszystko misz-masz - 10 minutowy mix kompozycji Pink Floyd(In The Flesh), Kansas (Carry On Wayward Son), Queen (Bohemian Rhapsody), Journey (Lovin, Touchin, Squeezin) oraz zespołu Steve'a Morse'a Dixie Dregs(Cruise Control) zamknięty kawałkiem z Turn It On Again z repertuaru Genesis. Całość bardzo ciekawie brzmi, przedstawiając podejście DT do muzyki w całkowitym pozytywnym nastawieniu. Już się bałem kowerów takiego zespołu na "M" z tej brzydkiej czarnej okładki.

Cóż mogę na koniec innego napisać? Tych pozostałych 33 minut mogło by nie być, i tak byłbym w pełni usatysfakcjonowany zawartością krążka. Druga "połowa" to może bardziej ciekawostka, jednak głos LaBrie nie zawsze nadaje się do słuchania przy niektórych kawałkach. Nie ma co owijać w bawełnę - jest na tyle charakterystyczny i "dostosowany" do muzyki DT, ale kiepsko idzie z typowo rockowymi kompozycjami. Absolutny popis instrumenalistów oraz co chyba najważniejsze na tym krążku - Sherinian sprawdza się w roli jaka przypadła mu po Moore'u. Krążek jak najzupełniej obowiązkowy w klasyfikacji każdego Dtmaniaka.

Naczelny



"Atom Heart Mother", "Echoes", "Gates of Delirium", "Close To The Edge", "Firth of Fifth", "2112", "Lady Fantasy"... Można by długo wymieniać. Szeroko pojęty rock progresywny od zawsze ciążył w stronę długich, rozbudowanych, wielowątkowych utworów, czego efektem były m.in. wymienione przed chwilą monumentalne kompozycje - dziś już absolutna klasyka gatunku. Po upływie niemal dwóch dekad od złotej ery prog-rocka trzeba nie lada odwagi, aby zaproponować słuchaczom 23-minutową suitę, gdyż trudno uniknąć porównań z gigantami. Ale panowie z Dream Theater nieraz już udowodnili, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych...

A zatem mamy "A Change of Seasons" - 23 minut, siedem części. Jednak nie objętość utworu jest tym, co robi największe wrażenie - oszałamia mnogość pomysłów muzyków, którzy nie dają słuchaczowi ani przez sekundę szansy na znużenie. Jeśli kogoś przeraża czas trwania, bo kojarzy mu się z rozciągniętymi poza granice dobrego smaku solówkami, uspokojam - nic z tych rzeczy! Żadnych zbędnych fajerwerków, zamiast tego perfekcyjnie zaaranżowane przejścia, zmiany nastrojów, bogata paleta brzmień, do tego interesujący tekst świetnie zaśpiewany przez Jamesa LaBrie - wszystko w idealnych proporcjach. Oczywiście John Petrucci też nie próżnuje, serwując jeden za drugim kapitalne riffy, a pod koniec pieszcząc uszy słuchaczy wysmakowaną, podniosłą solówką.

"A Change Of Seasons" pierwotnie miało znaleźć się na albumie "Awake", ale z racji długości nie zmieściło się w zestawie. Z jednej strony szkoda, bo śmiem twierdzić, że powstałby wtedy być może najlepszy album metalowy w historii, z drugiej dobrze, gdyż wydanie suity na osobnym CD pozwoliło nam zapoznać się z koncertowymi nagraniami, wypełniającymi jego drugą połowę, które w przeciwnym razie mogłyby długo nie ujrzeć światła dziennego. A tu również jest czego posłuchać.

Na początek wiązanka dwóch przebojów Eltona Johna. Zespoł, na codzień poruszający się w dość odległej od Sir Eltona stylistyce, przearanżował je "po swojemu", nadając im indywidualny rys, jednak słychać różnice w stosunku do ich autorskich kompozycji. Zaraz potem charakterystyczny wstęp klawiszy i wszystko jasne - "Perfect Strangers"! Szlagier Deep Purple jest tu odegrany dość wiernie, choć Dream Theater brzmią nieco ciężej od oryginału. Nie sposób nie wspomnieć też o rozbudowanej solówce Petrucciego, w której stosując egzotyczne skale wspaniale wprowadza orientalny klimat.

Czwartą pozycją na liście jest epickie "Achilles Last Stand" z repertuaru Led Zeppelin, poprzedzone wstępem z "The Rover" - innego utworu słynnego kwartetu. Co tu dużo mówić - LaBrie to LaBrie a Plant to Plant, dwóch świetnych wokalistów o różnych barwach i temperamentach. Niektórzy mogą być zdania, że styl frontmana Dream Theater nie pasuje do piosenek Zeppelinów, jednak moim zdaniem proponowane na "A Change Of Seasons" wykonanie jak najbardziej się broni. W warstwie muzycznej jest oczywiście bez zarzutu, szczególne brawa należą się Mike'owi Portnoyowi, którego perkusja buduje klimat całości - gdyby John Bonham, legendarny bębniarz LZ żył i widział ten koncert, mógłby być dumny z młodszego kolegi. Na zakończenie dostajemy zatytułowaną po prostu "The Big Medley" wiązankę przebojów m.in. Pink Floyd, Genesis i Queen. Wesoło, dynamicznie, energicznie.

Ta płyta to zwycięska konfrontacja muzyków DT z legendą, i to niejedną. To pokazanie, że są w stanie dorównać swoim mistrzom i inspiracjom, a zarazem piękny hołd złożony tymże. Warto też dodać, że od "ACOS" zaczęła się kilkuletnia przygoda z zespołem wybitnego klawiszowca Dereka Sheriniana, który większe uznanie zdobył jednak dzięki solowym projektom, które polecam wszystkim miłośnikom grania "ostrego, ale nieco inaczej". W zasadzie najlepiej podsumowuje ten album sam LaBrie, śpiewając pod koniec "Big Medley" fragment hitu Genesis - "Turn it on, turn it on again!". Mnie nie trzeba dwa razy powtarzać - puszczam od początku.

Sześć punktów za "A Change of Seasons", pięć za resztę.

Jacek Podlewski





1. A Change Of Seasons [23:06]
a. The Crimson Sunrise
b. Innocence
c. Carpe Diem
d. The Darkest of Winters
e. Another World
f. The Inevitable Summer
g. The Crimson Sunset

2. Elton John Medley [10:49]
a. Funeral for a Friend
b. Love Lies Bleeding

3. Perfect Strangers [5:33]
4. Led Zeppelin Medley [7:28]
a. The Rover
b. Achilles Last Stand
c. The Song Remains the Same

5. The Big Medley [10:34]
a. In the Flesh?
b. Carry On Wayward Son
c. Bohemian Rhapsody
d. Lovin, Touchin, Squeezin
e. Cruise Control
f. Turn It On Again





James LaBrie – vocals
John Myung – bass
John Petrucci – guitar
Mike Portnoy – drums
Derek Sherinian – keyboards



https://www.youtube.com/watch?v=mZKrwJzGg0k



POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!




INITIAL SEEDING. SEED 14:30-22:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM... 100% Antifascist

Trailer
Lista plików Show/Hide [Pokaż/Ukryj]
Trackery
Tracker URLSeedówPeerówPobrań
http://tracker1.itzmx.com:8080/announce000
udp://opentrackr.org:1337/announce000
udp://thetracker.org:80/announce000
udp://explodie.org:6969/announce000
udp://open.demonii.si:1337/announce000
udp://exodus.desync.com:6969/announce000
udp://tracker.tiny-vps.com:6969/announce000
udp://tracker.filemail.com:6969/announce000
udp://tracker.torrent.eu.org:451/announce000
udp://tracker.opentrackr.org:1337/announce000
udp://denis.stalker.upeer.me:6969/announce000
udp://retracker.lanta-net.ru:2710/announce000
udp://tracker.open-internet.nl:6969/announce000
udp://tracker.internetwarriors.net:1337/announce000
udp://tracker.leechers-paradise.org:6969/announce000
Podobne Pliki

Komentarze

Brak komentarzy!

Dodawanie komentarza
Komentujesz torrenta:
DREAM THEATER - A CHANGE OF SEASONS (1995) [WMA] [FALLEN ANGEL]

NAJCZĘŚCIEJ POBIERANE